Pomaganie czy ratowanie

wywiad z Anną Brzozowską

30 listopada 2017

DP: Co to znaczy pomoc ?

 

AB: Zamknij oczy Dorota i powoli powiedz sobie słowo: PO-MOC . I poczuj wewnętrznie co się w Tobie dzieje. Co widzisz, jakie obrazy się w Tobie pojawiają. Co tu jest istotne? Najczęściej pokazuje się droga. Jakby człowiek wyruszał do kogoś, kogo mu brakuje i jakiejś jakości w sobie. Jakby most …ku czemuś większemu.

 

DP: Kogo zazwyczaj brakuje?

 

AB: Zazwyczaj nie możemy do mamy i taty z powodu wielu uwikłań. To tam szukamy drogi.

 

DP: Kim zatem jest pomocnik ?

 

AB: To uważny świadek Twojej drogi. Ktoś kto stoi z boku, niezaangażowany emocjonalnie, niezakotwiczony w zranienia tego poszukującego. Czujący i ugruntowany. Realny i dojrzały. Podążający za klientem i dający przestrzeń na wszystko co ważne dla klienta w drodze.

 

DP: Co to konkretnie znaczy ?

 

AB: Konkretnie patrzysz na kogoś , tak jakbyś patrzył na niego z jego rodzicami , dziadkami, pradziadkami , całą rodziną. Możesz to zrobić tylko wtedy, kiedy Ty w sobie też przyjmujesz całą rodzinę ze wszystkim tym co jest tam obecne. Tym co trudne też. I tak siedzą na przykład 2 osoby na spotkaniu , dając akcept wielu . Sam stosunek do takiej sytuacji otwiera zaufanie: możesz taki być jaki jesteś , wszystko co się w Tobie wydarza jest właściwe. Siadasz przy kliencie bez osądu.

 

DP: Czyli po co jest pomocnik ?

 

AB: Po obecność. Wiele naszych traum czy trudnych tematów nie może się uwolnić , bo my jako dzieci nie byliśmy widziani. W tym co trudne. Pewne rzeczy nie mogą zwyczajnie się „dożyć” …inaczej mówiąc dokończyć. Czy to z poziomu niemowlęcia, małego dziecka, nastolatka i dorosłego. Uczono nas: nie płacz, a jeśli było coś trudnego: zapomnij, olej to. Tak się nie da. To ma swoje skutki w napięciach ciała, w napięciach narządów wewnętrznych, wielu niewydolnościach i wycofaniach …z relacji. Również z relacji z sobą samym. Nie umiemy nazywać swoich uczuć, pragnień i potrzeb. Nie umiemy przeżywać strat.

 

DP: Czy pomocnik zadaje pytania ?

 

AB: Najważniejsze , żeby był obecny. Obecnością w miłości i bez osądu. Czy przychodzi złodziej, zdrajca żony, mafiozo, czy prostytutka. Każdy z jakiegoś powodu gdzieś….utknął. Pytania są również kluczem : jak się z tym czujesz ? jakie to dla Ciebie jest ? Co Ci to robi ? Jak się z tym masz ? Pytanie i wycofanie , by dać temu co przyjdzie przestrzeń…na łzy, na „dożywanie” bólu. Czasem wystarczy gest czy obecne spojrzenie, jedno słowo i już się dzieje…

 

DP: A jak to jest z ratownikiem ?

 

AB: Ratownik najczęściej potrzebuje jeszcze więcej pomocy niż ten co szuka rozwiązań. Ten kto nie wytrzymuje cierpienia innych, mówi co i jak zrobić, najczęściej nie wytrzymuje swoich własnych trudności. Chce szybko pokierować i już. Ale przede wszystkim nie szanuje i nie widzi drugiego człowieka jako zdolnego do stanięcia ze swoim problemem oko w oko. Wyręcza go, dając gotowe rozwiązanie , a jednocześnie zamyka poszukującemu rozwiązania drogę do swojej siły. Mówi sobą: ja wiem, a Ty nie wiesz jak…

To tak jak kierowanie dzieckiem.

 

DP: Czy to ma konsekwencje ? Na przykład koleżanka idzie do drugiej i pyta ją o jakieś rozwiązanie ?

 

AB: Ma konsekwencje. Najczęściej ich koleżeństwo się kończy. A ta co pytała jest zła, wściekła. Dający radę też nie ma się najlepiej .

Na każdym z moich warsztatów ustawień systemowych robię ćwiczenia: gdzie pokazuję jak pracuje pomoc, z szanowaniem mocy tego człowieka i jak działa ratowanie. Mianowice stawiam dwie osoby naprzeciwko, przy każdej z nich stawiam: ich energię życiową, możliwości i los. Kiedy człowiek pyta, a ratownik udziela rady , wszystkie te aspekty poszukującego odchodzą od niego, jakby go opuszczały. A los pytającego chętnie kieruje się w stronę pomagacza. Co to w efekcie oznacza ? Że pomagacz bierze na siebie los pytającego.

Kiedy robię inne podejście do tematu. Czyli poszukujący pyta , a pomagacz po jakimś czasie z szacunkiem odpowiada: „Na pewno znajdziesz właściwe rozwiązanie” poszukujący robi krok w tył i opiera się o swoje: energię życiową, los i umiejętności. Tak jest w swoim. W swoim można by powiedzieć źródle. Oboje naprzeciwko uśmiechają się do siebie. Tu są granice i szacunek.

Tu traktujemy się na równi. Tu też dajemy przestrzeń do odpowiedzialności za siebie, za swoje tematy. Stawania tam jak dorosły. Taka osoba może coś opowiadać, z czymś się zmagać wewnętrznie, płakać, a świadek siedzi, towarzyszy , aż się coś przetoczy, przeleje, czasem kierując te sytuacje do istoty tematu coraz bardziej i bardziej…

 

DP: Skąd się bierze bycie ratownikiem ?

 

AB: Z głodu opieki, troski, miłości rodzicielskiej. Często dzieci z powodu różnych trudności stają za ratownika własnych rodziców. Kiedy przyjrzysz się uważnie osobom pomagających wielu w tle ma alkoholizm, biedę i samotność. Tak kształtują się umiejętności : przetrwać, znaleźć rozwiązanie, żeby nie umrzeć: z tęsknoty, z braku miłości, dotyku, z głodu. Tam też jest też ta reakcyjność , którą widać u ratowników. Przewidywalność, szybkość, błyskotliwość i nad odpowiedzialność za wielu. Na poziomie duszy taki człowiek mówi: wezmę to za Ciebie. Ten ciężar. I bierze. Tak jak 6 letnie dziecko, które gotuje obiad, bo mama pijana. Tak jak 12 letnie, które opiekuje się rodzeństwem, bo rodzice na libacji. Takie dzieci stają w sprawach i decyzjach za dużych dla siebie i to kształtuje ich takimi. A naprawdę chcą by ich ktoś uratował, utulił, dokochał, tak od fundamentu , z poziomu bezpieczeństwa i podstawowych potrzeb.

 

DP: Jak jest z pomocą w metodzie ustawień systemowych ?

 

AB: Metoda ustawień jest metodą fenomenlogiczną. To znaczy, że jest oparta na wglądzie. Przychodzi klient i mówi temat , problem, a do ustawiacza przychodzi obraz , na jaki klient patrzy sobą , z czym jego dusza jest połączona . Zazwyczaj patrzy na coś na co patrzy mama lub tata , nie widząc właśnie jego , żywego i potrzebującego . Tak się wikłamy, by trafić do rodziców jako dzieci. Być przyjęci i zobaczeni. Jak zobaczy Cię rodzic, Ty tez będziesz się widziała. Wtedy widzimy swoje sprawy i swoją własną drogę.

 

DP: Czy to wikłanie jest złe ?

 

AB: Zawsze wszystko jest po coś. Jest takie jakie powinno. Ono też jest jakąś drogą dla tego co się wikła . On też tak wzrasta sobą , w takim właśnie losie.

 

DP: A jeśli na ustawieniach pokazuje się, że człowieka ciągnie do śmierci ?

 

AB: Zazwyczaj go ciągnie już dawno . To oznacza, że kogoś brakuje , ze ktoś jest niepożegnany. Często rodzic, rodzeństwo, albo nienarodzone dzieci. Tam wtedy chcemy z miłości . Do nich. Po to są te prace. Żeby pójść do życia, czasem trzeba spojrzeć śmierci w oczy, spotkać się z bólem rozstania, pokłonić komuś większemu.

 

DP: A jak to jest z dziećmi ? Jak im pomagać ?

 

AB: Widzieć je. Co nie jest oczywiste. Czasem nie możemy, bo nas zabiera gdzie indziej w duszy. Wtedy jako rodzic jesteśmy nieobecni dla dziecka emocjonalnie. Nieobecny rodzic, to nieobecny dorosły, który jest odklejony od swojego wewnętrznego dziecka. Tam już dawno z powodu czegoś trudnego, rozszczepił się ze swoim wewnętrznym dzieckiem, bo dzieckiem mu być nie było wolno. Stawał jako 7, 10-latek za dorosłego. Popatrzenie z miłością na własne dzieciństwo wyczula na towarzyszenie swojemu rodzonemu dziecku.

A co znaczy mądrze pomagać ? Tak, by dziecko miało przestrzeń na wyrażanie się sobą. Zgoda rodzica na płacz , na przeżywanie to dojrzewanie dziecka . Podam przykład. Przypuśćmy, że córkę opuściła przyjaciółka, a dajmy na to mama mówi : nie martw się, będzie nowa. To nie załatwia sprawy. To dezorientuje dziecko. Ale jeśli przytulisz , zapytasz: jak się z tym masz? Jednocześnie dając przestrzeń dla smutku, oglądając wspólnie sytuację z wielu stron wtedy ta córka w tym wzrasta. Ten problem daje jej ogląd siebie samej, ona w nim dojrzewa jako dziewczynka, człowiek, a przede wszystkim ma oparcie jako córka w matce. Mama , która widzi co się w córce dzieje i pomaga to trudne przejść.

 

DP: Co to znaczy „Martwię się o Ciebie” ?

 

AB: Martwienie się patrzy na zmarłych. To co innego niż troska. Kiedy ojciec martwi się o syna, natychmiast jest synowi ciężko. Tak jakby mu niczego nie było wolno zrobić, do niczego ruszyć z energią , werwą i w przekonaniu, że się uda. Oczywiście to z czegoś wynika. Ten strach patrzy na nagłą śmierć, często straty wcześniejszych nienarodzonych dzieci.

 

DP: Jak jest z dawaniem rad przyjaciółkom kiedy mają trudności z dziećmi ?

 

AB: Każde wchodzenie w kompetencje rodzica źle się kończy. Czy to dotyczy porad lekarskich czy tak zwanej dobrej woli. Jeśli mama dziecka nie poprosi o pomoc w konkretnej sprawie nikomu nie wolno się wtrącać, w to co między rodzicami a dziećmi. Nikomu.

 

DP: A jak to się ma do tego „wszystkie dzieci są nasze”

 

AB: Poczuj… Dopóki myślisz hipotetycznie to piękne przesłanie, prawie boskie. A teraz popatrz na siebie i swoje dziecko , że ktoś ma pomysł by ono jakoś inaczej…robiło, czuło, zachowywało się , jak się z tym masz ??

 

DP: Agresja

 

AB: Ano właśnie.

 

DP: A jak jest ze współczuciem ?

 

AB: Współczucie, to częste mylenie wielu tematów tzw. współodczuwania. W nas niedokochanych dorosłych siedzą małe dzieci, które chcą współ …towarzyszenia w jakimś przeżywaniu. Czy możesz być dla kogoś obcego rodzicem ? Nie możesz. Ale możesz towarzyszyć w rozniecaniu głodu związanego z brakiem tego współodczuwania, a to już bardzo dużo. A to prowadzi dalej. Inaczej taki człowiek zakotwicza się przy „przyszywanej” mamie, tacie, siostrze. A to dla kogoś stającego w takiej roli ciężkie. I nieprawdziwe. To znowu uwikłanie.

 

DP: Ale jeśli mamy tego świadomość ?

 

AB: To co innego. Jeśli nam trudno do rodzeństwa i w przyjaciołach realizujemy swoją bliskość z ludźmi jak siostrzeństwo czy braterstwo w pełnej świadomości, że to takie jest, to jest tam lekkość i zrozumienie. Coś co jest jasne nie wikła.

 

DP: Jak widzisz wolontariat ?

 

AB: To co powiem nie spodoba się czytelnikom. Ten kto pracuje za darmo w imię sprawy, idei zawsze robi to kosztem siebie, rodziny. To wcześniej czy później da o sobie znać złością. Energia wolontariusza gaśnie szybko. On mówi sobą: jestem niczego niewart, chętnie siebie oddam za darmo.

 

DP: A słowo służba ?

 

AB: Służyć … Służenie ma wiele aspektów. Jeśli się na coś umawiamy i służymy sobie w jakiejś sprawie to tak. Ale w jasnej wymianie. Można komuś służyć ramionami , czasem, obecnością. Czasem jednak służbę mylimy z usługiwaniem, byciem w czyichś rękach do tzw. dyspozyji. To częsty sposób na deficyt w byciu ważnym , potrzebnym. To pomogę za cenę siebie tylko mnie zobacz proszę…

Służymy sobie też często w relacjach, pokazując sobą jakieś jakości, coś takiego co uruchamia nam jakiś temat, by tam nastąpiło pojednanie, zgoda i pełne : TAK dla kogoś.

 

DP: Czy Ty jesteś w służbie Anno ?

 

AB: Często tak, dla wielu moich przyjaciół tak i robię to chętnie. W pracy służę ludziom tym co umiem, ale jestem tu w wymianie pieniężnej. Taka jest moja praca. Daleka jestem jednak od misji dziejowej. To co robię czym się zajmuję patrząc na ludzi pojmuję jak pracę. Wtedy nie staję w „jestem lepsza” bo ja właśnie tak….szeroko, wglądowo i Bóg wie jak. Dla mnie to lekkie i normalne , taka praca. Czym jestem innym od dentysty, hudraulika czy parkieciarza. Każdy tam w swoim fachu i talencie. Ja mam taki. Tak zarabiam pieniądze na życie. A jeśli to służy ludziom to się cieszę. Wiele zawodów służy ludziom. Rolnik też, dziennikarz, sprzątacz ulic.

 

DP: Czy psycholog, terapeuta musi być „przepracowany”

 

AB: Ja unikam kryształowych ludzi, terapeutów bez zarzutu. Kiedyś usłyszałam takie zdanie u Berta Hellingera: „Ten, kto nic nie przeżył, co on wie…?” Idę do takich z rysą. Tam mogę się spotkać z tym co trudne u mnie. To jest współbrzmienie. Oczywiście terapeuta musi być w miarę ogarnięty, ale prawdziwą uzurpacją jest myślenie, że wszystko już za nim. Terapeuta może doprowadzić klienta do tego miejsca do którego sam dotarł.

 

DP: Dziękuję za ważną dla mnie i wielu czytelników rozmowę.

 

AB: Dziękuję

 

Źródło: http://www.babskiblues.pl/pomaganie-ratowanie-wywiad-anna-brzozowska/